
Igła kompasu
Igła kompasu odzwierciedla skromne początki mojej historii budowy łodzi, powstałej w czasach, gdy korzystałem z pożyczonych książek o kajakarstwie, artykułów internetowych oraz bogatej wiedzy na temat historii i kultury Eskimosów.
Ta łódź jest prawdziwym kajakiem grenlandzkim XXI wieku. To, co ją wyróżnia, to sposób, w jaki została zbudowana. Naśladując metody recyklingowe i kreatywne stosowane przez Eskimosów, użyliśmy wyłącznie drewna z odzysku i połączyliśmy poszczególne części przy użyciu oryginalnych metod. Burty są wykonane z desek paletowych połączonych w dość prymitywny sposób. Rozpórki pokładowe również są wykonane z drewna paletowego. Żebra zostały wykonane z prętów z łóżeczka dziecięcego, naciętych i wygiętych bez użycia ciepła. Kil i podłużnice kadłuba to resztki stolarskie podarowane przez przyjaciela.


Kompas Needle powstał w mojej wyobraźni w oparciu o trzy idee: miał być jak najtańszy, ekologiczny (a zatem o ograniczonej żywotności) oraz mieć elegancki, niski kształt, który zawsze podobał mi się w kajakach. Pierwszy punkt był naturalną konsekwencją braku pieniędzy, ponieważ przechodziłem trudny okres, ale także dlatego, że chciałem udowodnić, jak łatwo można zbudować taką łódź, prawie bez użycia narzędzi. Kiedy zacząłem ją budować, miałem wiertarkę ręczną z jednym wiertłem, używaną piłę do metalu i parę szczypiec, które w razie potrzeby służyły również jako młotek.
Miałem również dostęp do dachu budynku, na którym przechowywałem 2 znalezione palety. To właśnie tam łódź nabrała kształtu i zostały złożone burty, po czym wszystko związałem linami i przeniosłem do garażu. Siedziałem więc na gorącym betonie i rysowałem na nim kredą linie, aby zmierzyć swoje ciało. Kredą narysowałem linie dziobu i rufy. W ostatniej chwili zdałem sobie sprawę, że nagle stałem się zależny od tego dachu i znaków kredą na nim.
Zdejmowałem deski z palety jedna po drugiej, starając się niczego nie uszkodzić. Wycinałem gwoździe, które je mocowały, lub po prostu wyciągałem deski, aż się odłączyły. Cały proces zajął mi prawie cały dzień, biorąc pod uwagę ograniczone narzędzia. Następnym krokiem było połączenie desek na styk i wykonanie burt. Użyłem wkrętów do drewna i kawałków z tych samych desek, aby dopasować ich szerokość podczas łączenia. Części dziobu i rufy zostały połączone pod kątem, aby uniknąć montażu podwyższeń. Pod koniec drugiego dnia miałem gotowe burty i połączyłem je za pomocą tymczasowej liny.
Zaskakująco dobrze się wygięły, a pokład wyglądał na całkiem prosty. Widok z góry. Z boku zauważyłem, że mam coś w rodzaju pomnika architektonicznego. Uznałem, że nie jest to tak ważny aspekt i można to skompensować, układając żebra tak, aby kadłub był prosty. W końcu pokład znajduje się nad wodą, prawda?
Płyty dziobowe i rufowe pochodziły z szerszej deski. Otrzymałem już przycięte na wymiar kil i podłużnice kadłuba.


Mój przyjaciel przyciął kilka desek o różnych wymiarach do swojego projektu i dał mi pozostałe resztki. Przez czysty przypadek miały one prawie idealne wymiary, których potrzebowałem. Ale nie długość. W tym miejscu pojawiło się połączenie na zakładkę. Użyte ostrze piły również wykonało tę pracę.
Żebra, które miałem, były prezentem od tego samego przyjaciela. Były dokładnie takie same, jak te zamontowane w łóżeczku. Trudno było je wyjąć z wpustów. Stolarz, który zbudował to łóżeczko, musiał użyć potężnego kleju, aby je złożyć. Początkowo próbowałem je „wygiąć parą”. W moim języku oznaczało to po prostu umieszczenie ich pod prysznicem pod gorącą wodą i próbę wygięcia. Cóż, nie było żadnej reakcji. Nawet się nie poruszyły. Po kilku dniach namaczania spróbowałem ponownie. Tym razem udało mi się złamać jedną z nich. Przynajmniej coś się wydarzyło.
Zdecydowałem, że łatwiej będzie po prostu naciąć je w środku i wygiąć tak bardzo, jak to możliwe pod gorącym prysznicem. Działało to całkiem dobrze i uzyskałem brzydki kształt litery V dla każdego z nich. W końcu łodzie motorowe mają kadłub w kształcie litery V. Dlaczego nie kajak?
Wszystkie części były w tym momencie połączone kilkudziesięcioma opaskami zaciskowymi (ponieważ nie mogłem sobie pozwolić na zakup całej armady zacisków). Opaski kablowe zostały wprowadzone przez otwory, które zamierzałem wykorzystać do przewodu. Przewód okazał się drogi. Dlatego pozostały opaski kablowe. Okazały się niezwykle mocne i łatwe do zaciśnięcia za pomocą szczypiec, tworząc mocne połączenia. W rzeczywistości dzięki nim nie musiałem używać żadnych kołków do rozpórek pokładu. Nie musiałem też tracić czasu na wiązanie kilometra przewodu. Musiałem tylko uważać, gdzie umieścić zamek, aby później nie przebić poszycia łodzi. A skoro mowa o poszyciu, zdałem sobie sprawę, że może to stanowić problem. Nylon balistyczny okazał się przede wszystkim drogi. Po drugie, nie można go było znaleźć w sklepach (jak naiwnie oczekiwałem), a po trzecie, w tamtym czasie znalazłem go tylko w Stanach Zjednoczonych. Wyglądało to na długą i kosztowną podróż dla łodzi zbudowanej z palet.
Wiedziałem jednak, że płótno sprawdzi się dobrze. Jedynym problemem było to, że nie miałem pojęcia, jakiego rodzaju płótna potrzebuję. Jak grubego, mocnego lub ciężkiego. W końcu poszedłem do sklepu i kupiłem trochę. Było tanie, wyglądało dobrze, wydawało się wystarczająco mocne... i prawdopodobnie było przeznaczone do produkcji pościeli.
Zadokumentowałem sobie, jak przyszyć je do ramy i zacząłem. Kiedy dotarłem do połowy, zdałem sobie sprawę, że nie mam jeszcze krawędzi kokpitu. Podobnie jak pozostałe części „gięte parą”, ta również natychmiast wywołała u mnie koszmary. Była co najmniej dwa razy dłuższa niż żebro i wymagała formy, na której można by ją złożyć. Nie miałem absolutnie żadnych środków, aby wyciąć tę formę z grubej sklejki. Postanowiłem zrobić coś innego. Więcej nacięć. W rzeczywistości całość była pokryta nacięciami. Wykonałem kształt litery U, a następnie dodałem oddzielny element na spód. Części były połączone za pomocą... już wiecie czego. Poza wnętrzem wyglądało to całkiem przyzwoicie. Szybko przyszyłem to na miejscu. W końcu miałem coś przypominającego kajak. Całkowicie ubrana na biało wyglądała jak panna młoda i napełniła moje serce radością.
Zdecydowałem, że panna młoda powinna mieć przezroczystą suknię, tak jak na większości zdjęć w Internecie. Szybko zdobyłem przezroczysty lakier zewnętrzny nieznanego producenta, ale za to tani. Nałożyłem 3 lub 4 warstwy, aż płótno stało się twarde i szorstkie. Efekt mi się spodobał. Użyłem farby w sprayu do pomalowania dziobu, aby nadać łodzi trochę koloru. Jednocześnie sprawdziłem, jak farba działa na płótnie. Działała dobrze. Nawet lepiej niż lakier. Właśnie wtedy dowiedziałem się, że płótno dobrze znosi wiele farb i lakierów w porównaniu z nylonem.
Po dniu lub dwóch, aby lakier wyschnął, w końcu umieściłem ją na wodzie. Moja ciekawość mieszała się z obawą i niepokojem. Martwiłem się, że będzie pływać na jednej stronie litery V, nabierze wody lub po prostu rozpadnie się przy pierwszej fali. Nic takiego się nie wydarzyło.
Needle okazała się... przełomowa. Pływała jak królowa.
Pasowała do moich bioder jak szyty na miarę garnitur, pomimo nieco utrudnionego wejścia do kokpitu. Była stabilna (w rzeczywistości zbyt stabilna jak na mój gust), dość szybka, dobrze trzymała kurs, wyglądała dobrze, sprawiała dobre wrażenie i napełniała mnie głupią dumą. Była również lekka. Ważyła około 13 kg. Miała słabą stabilność, co wymagało techniki kajak polo z silnym ruchem bioder i uderzeniem wiosłem.
Po początkowym wprowadzeniu wprowadzono w niej kilka ulepszeń w postaci fartucha, lin pokładowych, listew ochronnych i wyściółki w małym kokpicie.
Needle zabrała mnie na wiele jednodniowych wycieczek, nie zawsze w spokojnych warunkach. Zachowywała się ponad wszelkie oczekiwania, biorąc pod uwagę sposób, w jaki została zbudowana. Nigdy później nie zbudowałem niczego podobnego, ale otworzyła ona dla mnie nową erę i miała ogromny wpływ na mój przyszły styl budowania i ogólnie na moją przyszłość. Jest to również koncepcja projektowa, która dowodzi prostoty i wszechstronności łodzi typu skin on frame.
Needle nadal pływa po około 3 latach użytkowania bez znaczących zmian. Dopiero długo po tym, jak zbudowałem nowy kajak, znalazł się ktoś, kto zakochał się w niej i kupił ją za niewielką kwotę. Mam nadzieję, że będzie mu dobrze służyć przez długi czas.
